Brak właściwej diagnostyki po wypadku na rowerze

Młoda kobieta po upadku z roweru doznała urazu kończyny dolnej. Po pojawieniu się obrzęku i silnego bólu zgłosiła się do jednego z warszawskich szpitali. W placówce wykonano podstawowe badania obrazowe oraz podano anatoksynę przeciwtężcową. Zdiagnozowano skręcenie stawu skokowego oraz powierzchowne rany. Klientka została wypisana do domu.

Pomimo początkowej poprawy, stan zdrowia pacjentki uległ pogorszeniu. Zgłosiła się ponownie do tej samej placówki z silnym bólem i widocznym obrzękiem nogi. W badaniu USG stwierdzono obecność płynu w obrębie podudzia, jednak pomimo poważnych objawów nie wykonano żadnych badań laboratoryjnych ani posiewu. Pominięto także diagnostykę, która mogłaby wyjaśnić przyczynę narastającego stanu zapalnego. Zamiast skierować ją na pilne leczenie, ponownie odesłano ją do domu, wyznaczając odległy termin wizyty kontrolnej.

Trzy dni przed planowaną wizytą stan mojej Klientki drastycznie się pogorszył, pojawiła się gorączka i bardzo silny ból kończyny. Wezwana karetka przetransportowała ją do innego szpitala, gdzie przyjęto ją w trybie ostro-dyżurowym. U Klientki zdiagnozowano: ciężkie zakażenie i ropowicę lewego podudzia, stan zagrażający amputacją nogi. Wobec powyższego konieczna była natychmiastowa interwencja chirurgiczna.

W krótkim czasie klientka przeszła pięć poważnych operacji, każdą w znieczuleniu ogólnym. Zabiegi obejmowały drenaż, usuwanie martwych tkanek, leczenie podciśnieniowe (VAC) oraz długotrwałą antybiotykoterapię. Pobyt na oddziale chirurgii trwał blisko trzy tygodnie. Dzięki intensywnej terapii udało się uratować kończynę.

Obecnie trwają działania zmierzające do wyjaśnienia zaniedbań medycznych w leczeniu pacjentki oraz uzyskania stosownego zadośćuczynienia i odszkodowania za doznaną szkodę i krzywdę.